Na stadionie Ferraris Genoa prowadzona przez De Rossiego podejmowała Juventus Spallettiego, chcąc pójść za ciosem po zwycięstwie 1:0 nad Venezią. Juventus również przystępował do meczu podbudowany wygraną z Lecce i potrzebował punktów, by nie stracić kontaktu z czołówką tabeli. Spalletti tym razem wrócił nieco do swoich wcześniejszych rozwiązań: zostawił Woltemade na ławce i postawił na samego Kolo Muaniego, wspieranego przez Alajbegovicia.
Genoa zadała dwa ciosy i Juve na deskach
Lepiej spotkanie rozpoczęła Genoa, która w 12. minucie objęła prowadzenie za sprawą Ehizibue. Baldanzi uciekł lewą stroną i przerzucił piłkę na drugą stronę, gdzie nadbiegał obrońca. Uderzył przy bliższym słupku, a próba wybicia piłki przez Cambiaso na linii bramkowej okazała się nieskuteczna.
Juve nie radziło sobie z agresywną grą Genoi, która tego wieczoru była niezwykle groźna. W 28. minucie zespół De Rossiego podwyższył prowadzenie. Vitinha długo utrzymywał się przy piłce w polu karnym, a obrona Juventusu nie potrafiła go zatrzymać. Piłka trafiła do Baldanziego, który uderzył bez przyjęcia i zdobył drugą bramkę.
Genoa nie zamierzała na tym poprzestać, bo Juve było oszołomione, traciło łatwe piłki i zostawiało rywalom mnóstwo miejsca za linią obrony. Frendrup ruszył lewą stroną, ale jego uderzenie po skosie minęło bramkę. Akcje Turyńczyków okazały się powolne i przewidywalne. Niecelny strzał Kakulu z dystansu pod koniec pierwszej połowy doskonale oddawał obraz ich gry. Do przerwy gospodarze prowadzili 2:0.
Juve chaotyczne i bezradne
W drugiej połowie Spalletti próbował coś zmienić, wprowadzając Woltemade oraz Zhegrovę za Alajbegovicia i Gattiego. Zmiany nie przyniosły jednak oczekiwanego efektu, choć Juventus grał agresywniej i częściej próbował atakować. Genoa walczyła o każdą piłkę z ogromnym zaangażowaniem i skutecznie utrudniała konstruowanie akcji przez gości.
Na boisku pojawili się także Boga i Cabal, którzy zastąpili Sarra i Cambiaso. Juventus przechodzi na bardziej ofensywne ustawienie, ale De Rossi odpowiedział wejściami Messiasa i Meichtry'ego za strzelców goli, Baldanziego i Ezibuhe, pokazując, że nie zamierzał się bronić.
Rezerwowi wniesli do gry nieco energii. Boga próbował przedrzeć się lewą stroną, ale bez powodzenia, a Zhegrova zszedł do środka i uderzył przy bliższym słupku. Bijlow odbił piłkę na rzut rożny. Po drugiej stronie Meichtry zmusił do pełnego wysiłku doświadczonego Kalulu, próbując wyprowadzić kontratak.
Najlepszą okazję Juve stwarzyło jednak po rzucie wolnym pośrednim. Koopmeiners potężnie uderzył i trafia w poprzeczkę. Reakcja Juventusu w drugiej połowie nie wystarczyła, by uratować choć punkt. Na Ferraris Turyńczycy ponieśli bolesną porażkę, która może zagrozić posadzie Spallettiego.

