Wisła Kraków - Cracovia (na żywo od 20:30)
Motor Lublin - Wisła Płock (3:2)
Pierwszy mecz 14. kolejki rozpoczął się doskonale dla Motoru Lublin. Były trener płockiej Wisły wydawał się idealnie ją rozpracować, bo już przed upływem dwóch minut Motor prowadził. Bartosz Bereszyński wykorzystał wrzutkę Fabio Ronaldo i błąd Leszczyńskiego, który mógł interweniować lepiej.
Gospodarze wcale nie byli nasyceni, wręcz przeciwnie: rozegrali trzy rzuty rożne w pięć minut, a w 10. minucie Christopher Simon błysnął przejściem rywali i oddał piłkę Jacques’owi Ndiaye. Ten spokojnie wepchnął piłkę do siatki… ale ze spalonego.
Dwie minuty później Fabio Ronaldo powinien zaliczyć drugą asystę, gdy posłał piłkę miękko na głowę Rony’ego Lopesa. Ten jednak ustrzelił słupek, a chwilę później uderzał nad bramką z wolnego. Z każdej strony wdzierał się Motor i Simon był centymetry od gola głową w 22. minucie.
Znów minęły dwie minuty i Karol Czubak łapał się za głowę po zablokowanym strzale. Koleją taką okazję na dopchnięcie piłki do bramki miał w 29. minucie. Niewykorzystanych sytuacji było tak wiele, że Wisła wydawała się tylko czekać na kolejny cios.
Tymczasem po 30 minutach wywalczony rzut rożny zmienił bieg meczu. Samuel Akere wrzucił piłkę na głowę Afonso Silvy, który trącił ją za linię. Sekundy później Wisła zadała drugi cios i objęła sensacyjne prowadzenie, do tego w kontrowersyjnych okolicznościach. Zawodnicy Motoru sygnalizowali dwie piłki na boisku, sędzia nie reagował, więc Akere przeskoczył nad tą zbyteczną i dograł do środka właściwą piłkę, pozwalając Olafowi Kubackiemu uderzyć na 2:1.
Nie było mowy o równie imponującym wejściu Motoru w drugą połowę, a mimo to gospodarze znaleźli swoją okazję na gola wyrównującego w 54. minucie. Fabio Ronaldo posłał piłkę przed samą bramkę, a Ndiaye doskonale wyczekał na moment startu do niej, urywając się Flisowi. Wślizgiem dopchnął futbolówkę za linię.
Mimo równowagi mecz wszedł w fazę ataków po obu stronach, choć Nafciarze ograniczali się do paru strzałów z dystansu. Tymczasem Leszczyński już w 57. minucie znów miał szczęście, gdy wybił strzał Czubaka przed bramkę i musiał polegać na kolegach z pola.
Po nieco wolniejszym okresie ponownie emocje rozgorzały w 75. minucie, gdy Kamil Lukoszek umieścił piłkę we własnej bramce. Miał szczęście, że był też faulowany i gola nie było. Był za to koszmarny błąd Plavoticia przy wznowieniu, który oddał Hamuliciowi piłkę do strzału. Bereszyński uratował Motor, przepłacił to jednak uderzeniem kolanem w słupek.
Wprowadzony w jego miejsce Marek Bartos natychmiast został sfaulowany przez Haglinda-Sangre, dla którego była to druga kartka w sześć minut. Wisła kończyła więc w osłabieniu. Mimo przewagi oba zespoły szukały swoich szans do końca, odłożonego w czasie aż o dziewięć dodatkowych minut. Wyczekiwany gol padł w 90+7. minucie, gdy swoją siódmą (!) próbę na gola zamienił Karol Czubak po przecięciu centry.

