To, co dla wielu oglądający spotkanie było niemalże oczywiste, nie zostało zauważone przez głównego arbitra tego meczu Pawła Raczkowskiego, który nie otrzymał także podpowiedzi z centrali VAR, gdzie zasiadał Tomasz Kwiatkowski.
Jordi Sanchez w 34. minucie znajdował się najbliżej bramki Rafała Leszczyńskiego i gdyby Marcus Haglind-Sangre nie spowodował upadku hiszpańskiego napastnika Wisły Kraków, ten miałby szansę wyjść sam na sam z bramkarzem gości, ponieważ pozostali obrońcy drużyny z Płocka byli daleko od tego zajścia.
Podczas transmisji na żywo wydawało się, że sędzia pokaże czerwoną kartkę, ale bez dyskusji pozostał przy swojej decyzji z boiska i nie otrzymał też pomocy z centrali VAR.
PZPN w swoim komunikacie przekazał, że była to błędna decyzja i Biała Gwiazda od 34. minuty spotkania powinna grać w przewadze.
"Sędzia zdecydował, że faul obrońcy gości przerwał korzystną akcję (SPA) i podyktował rzut wolny pokazując winowajcy żółtą kartkę. Arbiter VAR uznał, że sędzia nie popełnił oczywistego błędu w ocenie zdarzenia (możliwe przerwanie realnej szansy na zdobycie bramki) i podtrzymał decyzję sędziego z boiska".
"Kwestią, która w tej sytuacji mogłaby stanowić wątpliwości jest obecność zawodnika Wisły Płock (nr 21). Jednak kamera zza bramki pokazuje sporą odległość tego zawodnika od piłki i niewielką (żadną) możliwość podjęcia skutecznej walki o piłkę z napastnikiem Wisły Kraków.
W ocenie Prezydium KS PZPN zawodnik z Wisły Płock (nr 4) powinien zostać wykluczony z gry (czerwona kartka) z uwagi na przerwanie realnej szansy na zdobycie bramki" – czytamy w komunikacie PZPN.
