Spotkanie lepiej rozpoczęli Polacy, a przede wszystkim Bartosz Gomułka, który bardzo pewnie prezentował się w ataku i już po pierwszych kilku minutach miał na koncie kilka punktów, bezlitośnie rozbijając słoweński blok.
W dalszej części seta Słoweńcy dogonili jednak biało-czerwonych na tablicy wyników, a końcówka była bardzo nerwowa. W niej konkretniejsi byli nasi rywale. Bardzo boleśnie na pojedynczym bloku został zatrzymany Bartłomiej Lemański, a na obronę piłki setowej na parkiet wszedł Aleksander Śliwka. Zaliczył jednak bardzo nieudane wejście, bo popełnił koszmarny błąd w przyjęciu serwisu i to Słowenia była górą w pierszej partii.
W drugiej odsłonie lepiej zaczęli nasi rywale, ale dwa asy serwisowe z rzędu Bartosza Firszta zmieniły dynamikę gry i to Polacy długo utrzymywali się na minimalnym prowadzeniu.
Słoweńcy, jak to mają w zwyczaju, dobrze prezentowali się jednak w defensywie i o każdy punkt trzeba było się mocno napocić. Jeden z ataków nieoczekiwanie wyprowadził nawet sytuacyjnie rozgrywający Jan Firlej. I tym atakiem udało mu się zdobyć punkt.
Najjaśniejszą postacią zespołu Nikoli Grbicia w drugim secie był jednak Firszt, który postawił wisienkę na torcie i wykończył udanym atakiem piłkę setową.
W trzecim secie, podobnie jak w poprzednich, żadna drużyna nie była w stanie wypracować sobie większej przewagi i wynik był bardzo wyrównany.
Polacy upodobali sobie seryjne zdobywanie punktów przez asy serwisowe, bo w tej części meczu taką sztuką popisał się Gomułka. To nie zapewniło jednak Polakom dużej przewagi, bo w końcówce wciąż wynik wisiał na ostrzu noża.
Gdy już wydawało się, że przy wyniku 24:22 końcówka będzie należeć do Polaków, to jednak nawet pomimo dwóch piłek setowych, nie udało się doprowadzić tego seta do końca z happy endem. Znowu przydarzył się prosty błąd przy przyjęciu serwisu, a Słoweńcy niszczyli biało-czerwonych atakami i wygrali kolejnego seta na przewagi.
Czwarta partia była zdecydowanie najbardziej jednostronna ze wszystkich, bo Polacy szybko wyszli w niej na kilkupunktowe prowadzenie i kontrolowali jej losy już do samego końca.
Słoweńcy dali radę zbliżyć się na trzy punkty, ale finalnie sami zakończyli seta, posyłając swój serwis w siatkę i doprowadzając tym samym do tie breaka.
Decydującego seta zdecydowanie lepiej rozpoczęli Polacy, którzy wyszli na prowadzenie 4:0, ale ta przewaga bardzo szybko stopniała. Niedługo później Słoweńcy wygrali bardzo długą wymianę, po której Grbic zdecydował się wziąć czas.
W końcówce bohaterem był Lemański, który najpierw wbił potężnego gwoździa w parkiet po słoweńskiej stronie, a po chwili zagrał dwie bardzo trudne zagrywki, po których Polacy wyszli na prowadzenie 11:9.
Niestety końcówka nie potoczyła się po naszej myśli, bo biało-czerwoni nie wykorzystali dwóch piłek meczowych przy 14:12, a potem już set toczył się na przewagi. Kolejne piłki meczowe mieli już jednak Słoweńcy, którzy dopięli swego po bardzo sprytnym asie serwiwosym, który zupełnie zaskoczył biało-czerwonych.
