Z nieba do piekła - Polki pokonane przez Chinki w Nankinie mimo świetnego startu

Z nieba do piekła - Polki pokonane przez Chinki w Nankinie mimo świetnego startu
Z nieba do piekła - Polki pokonane przez Chinki w Nankinie mimo świetnego startuImaginechina / Sipa USA / Profimedia

Ostatni mecz turnieju w Nankinie zaczął się wybitnie dobrze z polskiej perspektywy, za to kończy równie boleśnie. Po świetnym starcie Biało-Czerwone poległy 1:3 (25:16, 18:25, 23:25, 24:26) z gospodyniami rozgrywek. Dorobek siedmiu punktów po czterech kolejkach daje Polkom aktualnie szóstą pozycję. Nie tak chcieliśmy kończyć pierwszy etap LN.

Po rozbiciu Serbii do zera w sobotę, gospodynie turnieju w Nankinie chciały zamknąć domowy turniej Ligi Narodów wygraną nad Polkami. Biało-Czerwone w końcu mogły zagrać przy wypełnionej hali, jednak widownia miała jasne preferencje, kibicując przeciwko niepokonanej dotąd reprezentacji z Europy.

Sprawdź szczegóły meczu Chiny - Polska

Początek jak marzenie

Początek był dobry, by nie powiedzieć komfortowy. Koput mocnym atakiem z prawej dała 3:1. Działał też atak Piaseckiej lewą, a po dwóch błędach gospodyń (7:3) trener Chin przerwał grę. Odrabianie strat przerwała potężnym atakiem Szczurowska, która moment później wymierzyła asa serwisowego idealnie w linię (10:5).

Natychmiast selekcjoner Zhao Yong ponownie wziął czas. Nic to nie dało, polski blok startował bardzo szybko, zdobywając punkt na 16:8. Dzięki bardzo solidnemu od początku przyjęciu Polki utrzymywały różnicę +8, gdy Anna Obiała wykorzystała ogromną dziurę w bloku rywalek punktem na 20:18.

Trudno opisać tego seta inaczej niż "wszystko działało, jak należy"! Utrzymywana przewaga pozwoliła Mai Koput błyskawicznym atakiem dać punkt na 23:15, a moment później Julita Piasecka z lewej wywalczyła piłkę setową. Poszła na zagrywkę i wymuszony błąd Chinek zamknął jednostronną partię.

Polki zdeklasowane na 1:1

Po popisowej pierwszej partii druga zaczęła się wyraźnie trudniej. Zdecydowanie poprawił się chiński serwis, działało też przyjęcie. Punkt Lampkowskiej po bloku na 5:6 był ostatnim momentem, gdy Biało-Czerwone miały kontakt z gospodyniami, a przy 5:8 Stefano Lavarini już interweniował.

Zmiany i atak Julity Piaseckiej przerwały marsz Chin przy 7:13, jednak kolejna jej próba z lewej wyszła poza boisko, dlatego Lavarini przywołał zawodniczki ponownie (7:15). Set uciekał błyskawicznie i przy 9:19 wydawało się, że nic już nie uda się wycisnąć. Szczęśliwie, Polki nie złożyły broni, Lampkowska obiła blok, Magdalena Jurczyk zapunktowała serwisem i trener Chin przerwał grę po pierwszej od dawna polskiej serii.

Nawet challenge odbierający punkt na 12:20 nie podminował Polek, które chciały złapać dobry moment przed trzecią partią. Sieradzka z drugiej linii odważnie wywalczyła 13:22 po taśmie, błąd Chinek w ataku pomógł, a po dobrej zagrywce Kecher było 15:22. Dopiero wspólny blok Chenxuan Li i Zhongnan Guo przerwał serię. Ostatecznie Polki dobiły do 18 punktów, co w połowie seta wydawało się nierealne.

Gra wyrównana, ale wynik nie

Pierwsze punkty trzeciej partii miały wytracić impet Chin, ale nic z tego – Guo posłała asa na 6:3, a Lavarini wprowadził Łukasik za Piasecką. Martyna wkrótce zaatakowała pierwszy raz z lewej, ale Chinki zmusiły Lavariniego do przerwy, gdy Yushan Zhuang obiła nasz blok na 9:4. Przy stanie 12:6 Wenerska weszła, by ustabilizować grę przy tumulcie euforycznej publiczności.

Stabilizacja przyszła: Koput kiwką dała 9:13, a następnie dwa asy posłała Obiała. Chiny przerwały grę, ale ofiarna polska obrona nie pozwalała punktować atakiem i Sieradzka wyrównała. Po ataku Koput było 15:14 dla Polek. Przewagę udało się utrzymać do 19:18, gdy Yong znów wziął czas.

W finałowych punktach mecz stał się bardzo ciasny. Gdy Obiała minęła blok, a następnie ustawiła własny na wagę 21:19, zagrożenie wydawało się oddalone. Jednak dwa bloki na Łukasik dały remis, a Zhuang zbyt łatwym punktem z ataku dała piłkę setową. Blok na Sieradzkiej oznaczał 2:1 dla Chinek.

Ostatnie słowo dla gospodyń

Czwarty set rozpoczął się z jasnym planem Chin: szybko zamknąć mecz. Mimo dwóch zepsutych zagrywek na starcie, prowadziły po bardzo szybko kończonych piłkach. Biało-Czerwone wyhamowały te zamiary tytaniczną pracą w niekończącej się akcji na 6:6, zwieńczonej atakiem pod linię końcową Piaseckiej.

Koput blokiem dała 9:9, jednak trzy udane ataki Chin dały 12:9 i wymusiły przerwę u Lavariniego. Oliwia Sieradzka zaatakowała świetnie po skosie, a Maja Koput dwiema świetnymi zagrywkami wyrównała, skłaniając do wzięcia czasu gospodarzy. Walka toczyła się punkt za punkt i choć Chinki popełniały błędy, to utrzymywały się o krok z przodu. Niestety, duży błąd arbiter (sugerowała podwójny kontakt) nie tylko dał miejscowym punkt na 18:17, ale też wybił kompletnie z rytmu Biało-Czerwone.

Sieradzka punktowała jeszcze potężnie, łapiąc narożnik na 20:21, jednak po chwili podobnie udany atak dał Li punkt na 23:20. Lavarini przerwał grę, po asie Lampkowskiej strata spadła do 22:23 i Zhao Yong przerwał grę. Punkt wielkiej wagi wyrwały Polki, gdy Piasecka trudną piłką nie pozwoliła na obronę. Dwa kolejne punkty dał nasz blok, tyle że każdej z drużyn. To oznaczało dwie piłki meczowe i przy drugiej zablokowany atak Lampkowskiej zakończył mecz.

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen