Środowy mecz z Belgami był dreszczowcem, jakiego nie życzylibyśmy reprezentantom Polski drugiego dnia turnieju Ligi Narodów w Gliwicach. Biało-Czerwoni byli zdecydowanymi faworytami przeciwko Turkom, lecz musieli się wystrzegać błędów sprzed 24 godzin.
Sprawdź szczegóły meczu Polska – Belgia w Gliwicach
0:1. Turcy imponowali siłą na starcie
Rywale weszli w mecz z zuchwałością i pazurem, demolując nasz zespół atakiem. Ten aspekt – podobnie jak dzień wcześniej – wyraźnie kulał po polskiej stronie, wprowadzając nerwy od samego początku. Gdy Turcy uciekli na +3 (12:9), Nikola Grbić przywołał zawodników.
W ofensywie oparcia można było szukać w Aleksandrze Śliwce. To on atakiem po skosie zmniejszył deficyt, Lemański skutecznym blokiem (jedynym w secie!) odrobił kolejny punkt i trener Slobodan Kovac przerwał grę przy 17:16 dla jego drużyny. Autowy atak Lagumdziji po powrocie dał remis i zaczęła się emocjonująca, stykowa końcówka.
Dopiero przy stanie 22:21 Polacy objęli prowadzenie w secie, by momentalnie je stracić. W tureckiej ekipie ataki i ze środka, i ze skrzydła siały ogromne spustoszenie i po dwóch obitych polskich blokach potrzebowali tylko punktu do setbola. Bedirhan zapewnił go przecinając nasz blok. Kolejno piłki setowe gasili Bołądź, Śliwka i Lemański, tyle że przy własnym serwisie nie punktowaliśmy i Turcy zapisali seta na koncie przy 28:26.
1:1. Pechowa trzynastka Turcji – wtedy stanęli
Jak przeciwko Belgom, Polacy przyjmowali nieźle, znacznie gorzej było z pozostałymi aspektami. Start drugiego seta przypominał o brakach w obronie i ataku, gdy Adis Lagumdzija i Bayram bezlitośnie ostrzeliwali ze skrzydeł, a po asie Tumera było już 7:3 dla Turcji. Grbić nie wytrzymał, choć w pogadance unikał przesadnych emocji.
Dopiero przy 10:12 Lemański zablokował rywali, chwilę później zapunktował na 12:13, rozpoczynając niesamowitą polską serię. Szalpuk z drugiej linii dołożył swój punkt, dwa udane ataki zanotował Śliwka i trener Turków przerwał grę. Nerwy u rywali zrobiły jednak swoje. Yenipazar i Lagumdzija atakowali w aut, a dwa bloki Komendy sprawiły, że z 11:13 zrobiło się 19:13!
W tym momencie walka punkt za punkt nie mogła dać Turcji powrotu, a nawet Szalpuk dołożył swój blok na Gurbuzie, podkreślając kłopoty gości z atakiem. Gdy Lemański posłał asa w skrawek linii, było już 23:15. Nowak wywalczył pierwszego setbola, a błąd serwisowy Bedirhana zakończył partię.
2:1. Po wybiciu z rytmu Turcy nie wracali
Trzeciego seta Polacy wreszcie weszli z odpowiednim rytmem i od asa Nowaka na 3:3 utrzymywali prowadzenie, choćby minimalne. Gdy zaczęli je rozbudowywać, doszło do potencjalnie destabilizującej kontrowersji. Zamiast punktu dla Polski na 11:8 zrobiło się 10:9, a Śliwka długo spierał się z sędzią.
Na szczęście to nie wpłynęło na Biało-Czerwonych, którzy kończyli kolejne ataki z każdej strefy, bez powtarzania kierunku. Gdy Szalpuk po bloku zapunktował na 16:14, widać było znów nerwy rywali. Kłócili się z sędzią i po błędzie Bayrama na 18:14 trener przywołał ich do siebie.
Już nawet skuteczne ataki nie dawały im korzyści, bo seryjnie psuli zagrywki. Tymczasem Szalpuk odpowiedział asem, Lemański złapał Mirzę Lagumdziję blokiem, a gdy Nowak huknął środkiem, była piłka setowa. Starszy z braci Lagumdzijów pomógł zbudować serię trzech punktów, więc Nikola Grbić przywołał zawodników. Atak Śliwki skończył nadzieje Turków.
2:2. Błędy Biało-Czerwonych podłączyły rywali do gry
Początek czwartego seta pokazał różnicę w grze względem pierwszego: ataki środkiem szły wtedy seriami, a w czwartym już pierwszy nadział się na blok Nowaka. Mimo bardzo dobrych ataków Turcy nie mieli już tej pewności z pierwszej partii i po ucieczce na 8:5 zaczęli błędami oddawać seryjnie punkty.
Nasz zespół zaskakująco wyciągnął „pomocną dłoń”, również notując poważne wpadki. Nikola Grbić wezwał siatkarzy przy 10:13. Gra falowała, ale Turcy niebezpiecznie uciekli i przy wyniku 14:18 trener zdjął Bołądzia na rzecz Nasevicha. Niestety, polskie błędy się mnożyły, a po asie Lagumdziji przyszła piłka setowa. Po drugiej partia przepadła, w bardzo słabym stylu.
3:2. Śliwka i... Yuksel dali nam zwycięstwo
Po rozpadzie pod koniec czwartego seta Biało-Czerwoni musieli się pozbierać i wydawało się, że zatrzymanie Lagumdziji przy pierwszej próbie to świetny sygnał. Ten jednak pozostał niestrudzony i punktował.
Gdy wydawało się, że Polacy mają 5:3 na tablicy, rywale rozpoczęli gorące spory z arbitrem, który wycofał punkt i zrobiło się 4:4 po bloku Yuksela. Tego samego zawodnika zablokował w odwecie Komenda, jednak wynik pozostawał stykowy. Na pajpa Śliwki odpowiedział Lagumdzija, Szalpuk minął blok, a gdy Śliwka huknął na 9:7, trener Turcji natychmiast przerwał.
Po wznowieniu udało się przyjąć i uderzyć z prawej dzięki Bołądziowi, natomiast Jakub Nowak posłał asa na 11:8. Po dwóch atakach po bloku Aleksandra Śliwki było 13:10. Yuksel oddał piłkę meczową błędem zagrywki i ten sam zawodnik popełnił duży błąd ataku, zamykając meczu.
Chociaż znów nie udało się uniknąć pięciu setów, to Biało-Czerwoni mogą cieszyć się z trzeciej wygranej z rzędu. To oznacza piąte miejsce w tabeli Ligi Narodów zanim swój szósty mecz rozegrają Słoweńcy za naszymi plecami. Kolejny mecz Biało-Czerwoni rozegrają w sobotę przeciwko Niemcom.
