Chwalińska (129. WTA) imponuje formą w Portugalii. Początek miała dość trudny, bo w pierwszej rundzie stoczyła blisko trzygodzinny bój. Jej rywalką była Kaitlin Quevedo (144. WTA). Hiszpanka okazała się wymagającą rywalką, ale wygrała 3:6; 6:2; 6:4.
Drugą przeciwniczką Polki była Beatriz Haddad Maia (69. WTA). Brazylijka trzy lata temu grała w półfinale wielkoszlemowego Roland Garros i była w TOP 10 rankingu WTA. "Bia" w tym sezonie jednak zawodzi, ale liczyła, że na kortach ziemnych, które są jej ulubionymi, zdoła się odbudować, tak się nie stało, bo Chwalińska wygrała 6:0; 6:4.
W ćwierćfinale Maja grała z Simoną Walter (96. WTA) i rywalka z TOP 100 zdołała ugrać tylko jednego gema, przegrywając z Polką 1:6; 0:6. W półfinale czekała na nią Robin Montgomery (416. WTA), która była już w TOP 100, ale miała przerwę w grze od czerwca ubiegłego roku, bo końcówki marca 2026 i teraz wraca, żeby odbudować ranking.
Od początku meczu widać było, kto jest w lepszej dyspozycji. Maja pewnie utrzymała serwis, a przy podaniu Amerykanki miała cztery break pointy. Tu Montgomery jeszcze się obroniła, ale dwa kolejne gemy Chwalińska wygrała bez straty punktu, a następnie utrzymała serwis i było 4:1.
Po kolejnym przełamaniu serwowała po wygranie seta, ale wtedy, mimo że miała piłkę setową, została przełamana. Nie przyniosło to jednak zmiany obrazu gry, bo Robin nie utrzymała podania i przegrała 2:6.
Drugi set to prawdziwy koncert Mai. Przy swoim serwisie w trzech gemach straciła tylko cztery punkty, a Montgomery ani razu nie zdołała wygrać swojego podania i przegrała cały mecz 2:6; 0:6. Jej rywalką w finale będzie 23-letnia Austriaczka Sinja Kraus (120. WTA).
Polka zapewniła już sobie awans na 122. miejsce w rankingu WTA. Jej "życiówka" to 121. pozycja. Jeśli zdobędzie tytuł, to po raz pierwszy zamelduje się w TOP 120 i będzie 118. rakietą świata. 24-letnia Chwalińska dwa razy grała w finale zawodów tej rangi i oba wygrała. Pierwszy w 2024 roku w Florianpolis, a drugi rok później w Montreux.
