W pierwszej połowie, w której działo się niemal wszystko, to goście schodzili na przerwę z prowadzeniem, zawdzięczając je bohaterom z obu końców boiska. Przed zdobyciem gola i chwilę później bramkarzowi Club Brugge, Yannowi Sommerowi, udało się dwukrotnie zatrzymać Sergino Desta. Następnie prowadzenie dał belgijskiej drużynie jej będący w świetnej formie talizman. Joaquin Seys posłał dośrodkowanie z prawego skrzydła, a Nicolo Tresoldi musnął piłkę głową i skierował ją do siatki, zdobywając piątego gola w tej edycji LM, a dziewiątego w sześciu meczach.
Podopieczni Ivana Leko szukali kolejnych bramek, lecz zmarnowali każdą wypracowaną okazję przed przerwą i po niej. Dwukrotnie pudłował Carlos Forbs. Przy pierwszej szansie zachował się szczególnie nieskutecznie, posyłając piłkę nad poprzeczką, gdy znalazł się sam na sam z bramkarzem. Z kolei wprowadzony w pierwszej połowie Felix Lemarechal w niewytłumaczalny sposób zdecydował się podać, choć otrzymał znakomitą okazję, i również jej nie wykorzystał.

Rozrzutność Club Brugge szybko miała się zemścić, ponieważ kibice i zawodnicy PSV przebudzili się z letargu. Holenderska drużyna ruszyła do odrabiania strat i wkrótce doprowadziła do remisu. Po rykoszecie strzał Kodaia Sano przeleciał obok Sommera i wpadł do siatki. Gospodarze poczuli wiatr w żagle i ruszyli do ataku, a Seys musiał wybić z linii bramkowej piłkę po główce Rubena van Bommela, aby utrzymać remis.
Ofensywna gra PSV wiązała się z ryzykiem, a gospodarze zostali bezlitośnie skarceni za swoją decyzję na 25 minut przed końcem. Po raz kolejny asystował Seys, który zagrał piłkę do Forbsa. Napastnik miał przed sobą niemal połowę boiska i ruszył z nią do przodu, a następnie zachował zimną krew przy wykończeniu. W ten sposób odkupił wcześniejsze winy i zapewnił swojej drużynie zwycięstwo.
