Ligowy semafor: Wędrychowski potrząsnął tabelą, ale Górnik i Lechia zapracowały na swoje pozycje

Ligowy semafor
Ligowy semaforPressFocus / Sipa USA / Profimedia

Lechia zasłużyła na spadek, Wędrychowski zasłużył na wystrzał w ostatnich sekundach sezonu, a i Górnik dostał w maju wszystko, na co zasłużył. Po chudych latach w Zabrzu wszystko zaczęło się układać. A jak się skończy?

Światło czerwone. Dlaczego Lechia spadła? Bo zasłużyła

Tak, wiem – Paolo Urfer nie przyjmuje do wiadomości, że Lechia spadła. Widzi ją na 12. miejscu, choć doskonale wiedział, za co klub został ukarany ujemnymi punktami. Wiedział też, jak powinna wyglądać procedura odwoławcza. Podobnie jak wiedział, że pracownikom i innym klubom trzeba płacić.

On zna zasady, po prostu lubi się po nich ślizgać i liczy, że ujdzie mu to płazem. Taki model zarządzania skończył się dla Lechii niską wiarygodnością jeszcze zanim przypieczętowała spadek. Ale… no właśnie, niezależnie od kary klub z Gdańska zwyczajnie zapracował na relegację. 

Jesienią można było mecze Lechii oglądać jak dobre kino akcji, gdzie non stop coś się dzieje, bramki padają jedna za drugą. Wpadki ze słabszymi równoważyli faktem, że mogli wygrać z każdym, wliczając wielkiego Lecha. Tak było jeszcze na starcie wiosny.

Ale od początku kwietnia ta sama ekipa z tą samą ofensywą nie wyrabiała normy z przodu, za to w defensywie była niezmiennie dziurawa. Po 24 kolejkach sezonu pukali do strefy pucharowej, inkasując 3:0 z Jagiellonią. Byli o dwa punkty od podium, pięć od lidera. Więc kara z początku sezonu nie przesądziła o spadku. Mieli wszystko w nogach 10 kolejek przed końcem i po prostu nie dowieźli. Jeden punkt z siedmiu ostatnich kolejek? Na takie przypadłości trybunał z Lozanny raczej nie pomoże.

Forma Lechii Gdańsk od 24. kolejki, gdy mieli walczyć o Europę
Forma Lechii Gdańsk od 24. kolejki, gdy mieli walczyć o EuropęFlashscore

Światło pomarańczowe. Wędrychowski miał klucz do Europy

Podzielam opinię części komentatorów, że organizacja multiligi trochę przerosła Canal+ w tym sezonie. To nie zarzut do kogokolwiek indywidualnie, po prostu działo się za dużo, żeby te historie odpowiednio oprawić i wyeksponować. Jednak ta najpiękniejsza pojawiła się w chwili, gdy na innych boiskach była już cisza.

Doliczony czas w Szczecinie stał się historią do opowiadania na lata: lepszy z bramkarzy Pogoni wykartkował się na ostatni mecz sezonu, zastąpił go nieoglądany od początku sierpnia Kamiński. Szło mu więcej niż nieźle przez 90 minut, ale zarobił czerwo w chwili, gdy nie było już żadnej zmiany.

W bramce zastępuje go strzelec jedynego gola w meczu, ale – jak strzelba Czechowa, która musi wystrzelić – pojawia się Marcel Wędrychowski. Wychowanek, który niedawno rozstał się z Pogonią, w jednym z ostatnich zagrań sezonu po prostu palnął z 16 metrów, wywołując trzęsienie ziemi w tabeli. Jak bańka mydlana pękła opowieść o Legii wracającej ze strefy spadkowej do pucharowej, za to po dwóch dekadach oczekiwania puchary zawitają do Katowic. Moment magii.

Światło zielone. Maj należał do Górnika

Chociaż to Lech obronił tytuł i jego koronacja budzi najwyższe uznanie, to – mimo najszczerszych gratulacji – nie umiem za główne wydarzenie nie uznać wicemistrzostwa w Zabrzu. Bo z jednej strony mamy zamożny klub walczący o czołowe lokaty od lat, a z drugiej miejski podmiot, któremu tlen do przetrwania z trudem zapewniała sprzedaż talentów. I którego prywatyzacja przypominała bardziej toczącą chorobę niż proces faktycznie prowadzący do poprawy.

Tymczasem od początku maja Górnik najpierw zdobył pierwsze trofeum od dwóch pokoleń, a niedługo później przeszedł w ręce klubowej – i nie tylko – legendy. I wreszcie, w dniu odejścia Podolskiego na emeryturę, rozgromił rywali w tak spektakularny sposób, jakiego po latach niedostatku fani Trójkolorowych pewnie nawet sobie nie wyobrażali.

Jeszcze na początku sezonu Zabrze typowane było jako kandydat do spokojnego dryfu na powierzchni w górnej połówce tabeli. A oni złapali falę, która poniosła ich do kwalifikacji Ligi Mistrzów. Pierwszy sezon Michala Gasparika jako trenera przeszedł wszelkie oczekiwania i pod względem wyników, i stylu gry. Górnik 2025/26 to świetnie opowiedziana historia i oby tylko nie potwierdziła się zasada, że sequel nie dorasta do pierwszej części.

Autor: Michał Karaś
Autor: Michał KaraśFlashscore
Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen