Cracovia - Pogoń Szczecin (20:15)
Lechia Gdańsk - Raków Częstochowa (17:30)
Korona Kielce - GKS Katowice (1:1)
Korona Kielce od pierwszych minut próbowała przejąć inicjatywę nad wydarzeniami boiskowymi. Gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce, a GKS miał problemy z przejęciem futbolówki. Pierwszą groźną sytuację obejrzeliśmy w 12. minucie meczu, kiedy to Mariusz Stępiński z lewego skrzydła zagrał na dłuższy słupek, ale strzał Błanika trafił tylko w boczną siatkę. Kielczanie w kolejnych minutach nadal szukali sobie okazji do wyjścia na prowadzenie. Niezły strzał w 25. minucie oddał Długosz, jednak Kudła poradził sobie z jego próbą.
W 35. minucie nieoczekiwanie na prowadzenie wyszli zawodnicy gości. Jirka rzucił piłkę z autu w głąb pola karnego, gdzie najlepiej ustawiony był Arkadiusz Jędrych. Dziekoński poradził sobie z jego pierwszym uderzeniem, ale wobec dobitki był już bezradny i nieoczekiwanie to podopieczni Rafała Góraka mogli cieszyć się z prowadzenia. Do przerwy wynik już się nie zmienił, a my zacieraliśmy już sobie ręce na drugą część spotkania.
Druga odsłona wyglądała podobnie jak pierwsza - Korona była bardziej aktywna, ale to GKS Katowice był bardziej konkretnym zespołem i stwarzał sobie groźniejsze sytuacje. Ten stan rzeczy zmienił się w 66. minucie rywalizacji. Wówczas Błanik precyzyjnie dośrodkował z rzutu wolnego na dalszy słupek, a tam Pięczek z bliska wyrównał stan spotkania. Remis był jednak wynikiem, który nie satysfakcjonował żadnej ze stron i obserwowaliśmy kolejne akcje ofensywne.
W 76. minucie mogło i powinno być 2:1 dla gości. Szkurin świetnie wygrał pojedynek z obrońcami, podał do Wdowiaka, ale jego uderzenie kapitalnie obronił Dziekoński. W 91. minucie piłkę meczową miał jednak Marcin Cebula. Gracz Korony znalazł się nieoczekiwanie w sytuacji oko w oko z Kudłą, ale górą z tej sytuacji wyszedł bramkarz gości. Finalnie obie ekipy podzieliły się więc punktami i trzeba przyznać, że z perspektywy 90 minut był to zasłużony rezultat.

