Wolves zapewnili sobie miejsce w ćwierćfinale FA Cup wygrywając z Brighton, grał Moder

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Wolves zapewnili sobie miejsce w ćwierćfinale FA Cup wygrywając z Brighton, grał Moder
Menedżer Wolverhampton Wanderers Gary O'Neil świętuje zwycięstwo po meczu piątej rundy Emirates FA Cup na Molineux Stadium.
Menedżer Wolverhampton Wanderers Gary O'Neil świętuje zwycięstwo po meczu piątej rundy Emirates FA Cup na Molineux Stadium.
Profimedia
Wolverhampton Wanderers awansował do ćwierćfinału Pucharu Anglii po raz drugi w ciągu 21 lat po zwycięstwie 1:0 nad Brighton dzięki trafieniu Mario Leminy w drugiej minucie meczu na Molineux.

Obie drużyny w tym sezonie walczą o awans do europejskich pucharów w Premier League, ale Puchar Anglii może zapewnić prostszą ścieżkę – zwłaszcza że na zwycięzcę czekał ćwierćfinał z przeciwnikiem z Championship.

To Wolves od samego początku cieszyli się z tej prowadzenia, kiedy Lemina wykorzystał fatalne zagranie Jasona Steele'a' po dośrodkowaniu Jeana-Ricnera Bellegarde'a i po nieco ponad minucie wślizgiem umieścił piłkę w siatce.

Santiago Bueno mógł wkrótce dołożyć kolejną bramkę. Wszystko wskazywało na to, że Brighton zakończy mecz, jak z Luton (porażka 0:4), niż jak z Sheffield United (wygrana 5:0) zaledwie dwa tygodnie później.

Tak się jednak nie stało, a zamiast tego goście przejęli kontrolę nad przebiegiem spotkania.

Podkręcony strzał Jakuba Modera wyglądał na zmierzający w róg, gdy minął zewnętrzną część słupka. Polak spędził na murawie 61 minut. 

Po wznowieniu gry podopieczni Roberto De Zerbiego ponownie prowadzili grę, ale prowadzenie gry nie przyniosło nic lepszego niż niecelna główka Lewisa Dunka.

Jak można było przewidzieć, bramka Wolves była oblegana w końcowych fazach meczu, gdy ich przeciwnicy desperacko szukali wyrównania, ale José Sá pozostał szczególnie niezagrożony między słupkami.

Chociaż tylko Coventry stoi teraz na drodze do wyjazdu na murawę Wembley, jeszcze za wcześnie, aby fani Wolves marzyli o pierwszym triumfie w Pucharze Anglii od 1960 roku, ale nie będą musieli wracać do domu z takim samym rozczarowaniem, jak Brighton, które będzie musiało poczekać co najmniej kolejny rok, aby podnieść trofeum po raz pierwszy w swojej historii.