Afrykańscy giganci odpadają z najbardziej nieprzewidywalnego Pucharu Narodów Afryki

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Afrykańscy giganci odpadają z najbardziej nieprzewidywalnego Pucharu Narodów Afryki
Hakimi i Maroko odpadli z AFCON
Hakimi i Maroko odpadli z AFCON
AFP
Począwszy od niezwykłego powrotu Wybrzeża Kości Słoniowej, a skończywszy na porażkach i sukcesach słabeuszy, być może nigdy nie było bardziej nieprzewidywalnego międzynarodowego turnieju piłkarskiego niż trwający Puchar Narodów Afryki.

Ostatnie spotkanie fazy 1/8 finału zakończyło się we wtorek, a najwyżej sklasyfikowana drużyna kontynentu, półfinaliści mistrzostw świata 2022 Maroko, została wyrzucona z turnieju przez Republikę Południowej Afryki po tym, jak Achraf Hakimi nie trafił decydującego rzutu karnego.

Gospodarze turnieju, Wybrzeże Kości Słoniowej, powrócili z martwych, ledwo unikając upokarzającej eliminacji w fazie grupowej, ale ten AFCON już okazał się cmentarzem dla wielu kontynentalnych potęg.

"To jeszcze nie koniec świata" - podkreślał pokonany trener Maroka Walid Regragui, którego kraj będzie gospodarzem kolejnego Pucharu Narodów.

"Nie jesteśmy jedyni. Wielu faworytów zostało wyeliminowanych. Wrócimy silniejsi".

Odpadły trzy najbardziej utytułowane drużyny w historii tych rozgrywek - Egipt, Kamerun i Ghana, które mają na koncie 16 tytułów. Dwie pierwsze w ostatniej szesnastce, a Czarne Gwiazdy jeszcze w fazie grupowej.

Wyniki 1/8 finału Pucharu Narodów Afryki
Flashscore

Cała piątka reprezentantów Afryki na mistrzostwach świata 2022 wróciła już do domu.

Odpadnięcie Senegalu w rzutach karnych z Wybrzeżem Kości Słoniowej jest kontynuacją trendu, w którym żaden z aktualnych mistrzów nie wygrał kolejnej edycji Pucharu Narodów od czasu Egiptu w 2010 roku.

Wszyscy trzej ostatni mistrzowie zostali wyeliminowani, a Algieria odpadła w fazie grupowej po raz drugi z rzędu na AFCON po triumfie w 2019 roku.

Hakimi, Mane, Salah wykluczeni

Mohamed Salah, Riyad Mahrez, Sadio Mane i Hakimi, cztery największe gwiazdy afrykańskiego futbolu, obejrzą resztę turnieju w telewizji, jeśli w ogóle będą w stanie się do tego zmusić.

Co najciekawsze, żaden z ćwierćfinalistów ostatniej edycji, rozgrywanej dwa lata temu w Kamerunie, nie dotarł tym razem do ostatniej ósemki.

Może to sugerować, że decyzja o rozszerzeniu rywalizacji do 24 drużyn - zmiana wprowadzona od edycji 2019 w Egipcie - pomogła wielu mniejszym krajom zwiększyć konkurencyjność i stworzyła większą siłę w całej Afryce.

"Nie ma już słabych drużyn" - szybko stało się nijakim frazesem, a jednak jest w tym trochę prawdy.

Jeśli chodzi o pozostałych uczestników, wśród ćwierćfinalistów wyróżniają się dwa nazwiska.

Nigeria, najludniejszy kraj kontynentu, imponuje grą z afrykańskim piłkarzem roku Victorem Osimhenem na czele.

Wygląda na to, że mają duże szanse na zdobycie czwartego tytułu po 11 latach od ostatniego, choć istnieje niebezpieczeństwo, że może to być trochę zbyt logiczne, biorąc pod uwagę przebieg rywalizacji.

Ćwerćfinały AFCON zapowiadają się pasjonująco
Flashscore

Wybrzeże Kości Słoniowej - jedyne z czołowych rozstawionych w momencie losowania, które wciąż gra - dwukrotnie było mistrzem, w tym ostatnio w 2015 roku. Mają również przewagę, która rzekomo wynika z gry u siebie.

Z drugiej strony, żaden kraj-gospodarz nie wygrał AFCON od czasu Egiptu w 2006 roku, a Słonie nie radziły sobie najlepiej, ponosząc najcięższą porażkę u siebie w historii, prawie odpadając w pierwszej rundzie, a następnie zwalniając trenera.

Twórcy historii

Trzy z ostatnich ośmiu drużyn awansowały do ćwierćfinałów po tym, jak po raz pierwszy wyszły z grupy na AFCON.

Angola, zajmująca 28. miejsce w Afryce, zmierzy się z Super Orłami Osimhena, a Gwinea z Demokratyczną Republiką Konga.

Najbardziej uderzająca ze wszystkich była passa Republiki Zielonego Przylądka, maleńkiego wyspiarskiego kraju na Oceanie Atlantyckim, liczącego 600 000 mieszkańców.

W drodze na szczyt swojej grupy wygrali z Ghaną i zremisowali z Egiptem, a następnie pokonali Mauretanię.

Blue Sharks, wspierani przez zawodników pochodzących z Republiki Zielonego Przylądka, urodzonych w takich krajach jak Portugalia, Francja, Holandia i Irlandia, byli znakomici, a w następnej rundzie zmierzą się z Republiką Południowej Afryki.

"Widać, że wielkim krajom piłkarskim nie jest teraz łatwo wygrywać mecze" - powiedział Canal Plus Afrique kapitan Republiki Zielonego Przylądka Ryan Mendes.

"Mają zawodników, którzy grają w wielkich klubach, ale my, tak zwane małe drużyny, gramy z sercem, a jednocześnie mamy dużo jakości.

"Nie mamy takiego samego statusu, ale mamy miłość do naszego kraju, a także umiejętności" - dodał.