Na upalne środowe popołudnie 5 sierpnia zaplanowano pierwotnie 11 meczów rundy wstępnej STS Pucharu Polski 2026/27. Jeden z nich nie został rozegrany, ponieważ GKS Jastrzębie-Zdrój wycofał się z rozgrywek, dając walkowera 3:0 dla Pogoni Siedlce.
Gdy więc Siedlczanie spokojnie czekali na czwartkowe losowanie 1. rundy rozgrywek (6 sierpnia 17:30), 20 innych zespołów rozpoczęło walkę o ostatnie miejsca w drabince.
Unia Skierniewice - Sokół Kleczew (2:2, 1:4 po karnych)
Choć mecz w Skierniewicach odbywał się najpóźniej, trudno mówić o wieczornej uldze od upału, który trzymał się w okolicach 30 stopni. W pierwszej połowie świętowali tylko przyjezdni z zachodu za sprawą samobójczego trafienia Eryka Wolińskiego. Po godzinie na boisku wyrównanie dał doświadczony Kamil Sabiłło i konieczna okazała się dogrywka.
W niej znów Sokół zadał pierwszy cios, gdy Filip Adamski przywrócił przewagę po trzech minutach. Dopiero w 120. minucie udało się przedłużyć walkę za sprawą Damiana Makucha. Karne nie przyniosły jednak radości drużynie, która błyszczała w edycji 2024/25. Dwa pudła przy komplecie trafień gości oznaczały, że to Sokół wchodzi do głównej drabinki.
GKS Tychy - Zagłębie Sosnowiec (1:0)
Śląsko-zagłębiowskie starcie nawet na tak wczesnym etapie i w środku wakacyjnego skwaru przyciągnęło tysiące ludzi na trybuny. Tyscy fani nie mogli co prawda narzekać na grad bramek, ale skoro jest awans, to czy wypada narzekać w ogóle? Wygraną dało trafienie Mateusza Lewandowskiego.
Sandecja Nowy Sącz - Rekord Bielsko-Biała (3:0)
Choć wyrównany pod względem posiadania piłki, mecz był zupełnie jednostronny pod kątem gry ofensywnej. W uproszczeniu można napisać, że grały dwa zespoły, ale strzelali tylko miejscowi. Sandecja objęła prowadzenie za sprawą Marko Kolara w pierwszej połowie, a po zmianie stron swoje gole dołożyli Piotr Kowalik i Adam Brenkus.
Górnik Łęczna - KKS Kalisz (2:0)
Na Lubelszczyźnie znany z Ekstraklasy Michał Walski szybko ustawił mecz dla gospodarzy, już w 9. minucie zmieniając rzut karny na gola. W drugiej połowie swoją pierwszą bramkę w barwach Łęcznej strzelił 19-letni Erwin Stadnicki, pieczętując wygraną.
Warta Poznań - Resovia Rzeszów (0:1)
Piłkarze Warty grali swój mecz w Środzie Wielkopolskiej i choć przeważali, to Resovia zamieniła swój jedyny celny strzał z pierwszej połowy na gola. Jan Silny okazał się pierwszym i ostatnim strzelcem, ponieważ nominalni gospodarze pożegnali się z rozgrywkami bez zdobytej bramki.
Olimpia Grudziądz - Świt Szczecin (5:3 po dogrywce)
W Świeciu mecz falował i dostarczył ogromnych emocji. Mimo przewagi gospodarzy w rozgrywaniu piłki, to piłkarze Świtu Szczecin szybko objęli prowadzenie po golu Alexandra Gorgona. Podwoili je jeszcze przed upływem 30 minut i na przerwę schodzili z przewagą.
Piłkarze Olimpii odpowiedzieli dopiero po przerwie, za to skutecznie. Bartosz Zbiciak zaczął w 48. minucie, Artur Siemaszko wyrównał w 60. minucie, a Dominik Frelek dał upragnione prowadzenie na 10 minut przed końcem. Zamiast gwizdka oznajmiającego wygraną, przyszedł jednak gol Kacpra Wojdaka i konieczność rozegrania dogrywki.
Oba zespoły były wycieńczone i widać to było w jakości gry, a mimo to dopiero w drugiej połowie dogrywki udało się zamknąć mecz. W 108. minucie padła bramka samobójcza, a 10 minut później Olimpia mogła świętować wygraną.
Podhale Nowy Targ - Chojniczanka Chojnice (2:0)
Na Podhalu gospodarze od początku wydawali się mieć kontrolę nad przebiegiem gry, jednak nie wykorzystali najlepszej okazji, gdy otrzymali rzut karny. Ostatecznie 45 minut skończyło się remisem 0:0, a każda z drużyn miała po jednym celnym strzale. Dopiero w samej końcówce Nowotarżanie zadali kluczowe ciosy, gdy Damian Kołtański (88. min) i Tobiasz Kubik (90+2. min) zapewnili wygraną nad zeszłorocznymi ćwierćfinalistami.
Śląsk II Wrocław - Stal Stalowa Wola (3:2)
Przy Oporowskiej rezerwy Śląska powinny już po półgodzinie wygodnie prowadzić, jednak po golu Igora Kobelczuka nie udało się wykorzystać rzutu karnego. A gdy Adam Chrzanowski wyrównał w 37. minucie, gospodarze mogli jeszcze bardziej żałować zmarnowanej okazji.
Po przerwie to „Stalówka” uderzyła pierwsza, gdy Maciej Śliwa zapewnił prowadzenie. Wynik został więc odwrócony, ale tylko tymczasowo. Wiktor Kamiński dał prowadzenie na ponad kwadrans przed końcem, a w doliczonym czasie Łukasz Zajączkowski uratował WKS przed dogrywką golem na 3:2.
Znicz Pruszków - ŁKS II Łódź (3:1)
W Pruszkowie Znicz objął prowadzenie już po siedmiu minutach za sprawą Jana Kosmalskiego. Przyjezdni zdołali wyrównać wynik przed upływem 30 minut, jednak do szatni schodzili z kolejną straconą bramką, gdy zespołowa akcja skończyła się skutecznym wykończeniem Dawida Barnowskiego w 43. minucie. Stykowy wynik utrzymał się do końca regulaminowych 90 minut, jednak w doliczonym czasie kropkę nad i postawił Aleksander Nadolski.
Podbeskidzie Bielsko-Biała - Hutnik Kraków (2:0)
TSP zapewniło sobie zwycięstwo dzięki dubletowi Krzysztofa Twardosza. Pierwszego gola zdobył w 73. minucie, po bardzo długo utrzymującym się bezbramkowym remisie. Goście mieli szansę odpowiedzieć błyskawicznie, bo już trzy minuty później do rzutu karnego podchodził Oskar Kordykiewicz. Nie wykorzystał okazji, a w 88. minucie Twardosz zamknął mecz.
