Z Montrealu przed turniejem wycofali się światowy numer jeden Jannik Sinner oraz zdobywca 24 tytułów wielkoszlemowych Novak Djoković. Tuż przed swoim pierwszym meczem zrezygnował także drugi rozstawiony, miejscowy faworyt Auger-Aliassime, który doznał kontuzji.
"Ostatnie wycofania są problemem dla naszego sportu. Kibice oczekują, że w turniejach Masters zagrają najlepsi tenisiści świata. Dlatego już rozmawiamy o tej sytuacji z ATP i liczymy, że zostanie potraktowana poważnie" - nie kryli rozczarowania organizatorzy turnieju.
Nic dziwnego, że szczególnie żałowali nieobecności Mboko, która miała na własnym terenie bronić ubiegłorocznego tytułu. Jednak doznała kontuzji jeszcze przed Wimbledonem, podczas turnieju przygotowawczego w Londynie. Kanadyjski turniej opuściły także Emma Raucanu i finalistka sprzed roku, Jasmine Paolini.
Wśród kontuzjowanych od kilku miesięcy jest Carlos Alcaraz, a problemy zdrowotne jako powód nieobecności podał także Sinner. Prosto z Wimbledonu na kolejny wymuszony zabieg medyczny udała się Muchová. Tenisiści z pewnością woleliby być na korcie, ale coraz częściej muszą korzystać z pomocy lekarzy. Dziś nikt z czołówki nie obejdzie się bez fizjoterapeuty.
Wspomniana trójka być może będzie chciała wrócić na US Open. Przerwa Alcaraza trwa jednak już cztery miesiące i do wielkoszlemowego turnieju przystąpiłby bez przygotowania. Podobnie Sinner i Muchová prawdopodobnie wrócą do gry bez rozegrania choćby jednego turnieju.
O ponad 30 dni więcej
W 2022 roku kalendarz turniejów kategorii Masters obejmował osiem imprez, które trwały łącznie 66 dni. Podczas gdy dawniej czołowi zawodnicy zwykle byli w stanie zagrać we wszystkich, w tym sezonie już wybierają, gdzie pojadą, a które turnieje odpuszczą.
W ostatnich latach liczba turniejów nie wzrosła znacząco, ale wydłużył się ich czas trwania. Dawniej nawet prestiżowe tysięczniki, czyli turnieje kategorii Masters, trwały tydzień, maksymalnie od niedzieli do niedzieli. Dziś są rozciągnięte zdecydowanie dłużej. Tenisiści i tenisistki muszą do tego przyjeżdżać wcześniej ze względu na aklimatyzację, treningi i obowiązki medialne.
"Dowody są jasne: sezon jest zbyt długi, czas na regenerację się skraca, a kontuzje pojawiają się szybciej i są poważniejsze" - ogłosiło najnowszym oświadczeniem stowarzyszenie tenisistów (PTPA). Potwierdza to statystyka, która powstała na podstawie analizy danych z ponad 30 tysięcy meczów na różnych poziomach w ciągu ostatnich ośmiu lat – właśnie wtedy prawdopodobnie nastąpił przełom w wzroście problemów zdrowotnych.
W nowym formacie siedem z dziewięciu imprez tej elitarnej kategorii trwa 12 dni. Zamiast wspomnianych 66 dni hojnie dotowane turnieje zajmują dziś prawie 100 dni. To cały miesiąc więcej spędzony w podróży i na turniejach niż w poprzednim modelu. A to jeszcze przed dodaniem jednego Masters w Rijadzie. Po jego wprowadzeniu liczba imprez najwyższej kategorii zaokrągli się do dziesięciu, a liczba dni przekroczy wyraźnie 100.
Najbardziej cierpią ramiona zawodników
To logicznie odbiera tenisistom czas na odpoczynek, trening czy przemieszczanie się między miejscami rozgrywek. "Krótkoterminowe interesy komercyjne nie mogą być ważniejsze niż zdrowie tenisistów. Ochrona zawodników dotyczy nie tylko obecnych graczy, ale i przyszłości tenisa" - podkreśliła PTPA.
W pierwszej ćwiartce tego sezonu, według analizy, liczba kontuzji górnej części ciała wzrosła o 42 procent w porównaniu do tego samego okresu ubiegłego roku. W przypadku urazów rąk wzrost wyniósł aż 112 procent względem średniej z 2025 roku! To już alarmujący wynik.
Dodatkowym efektem wymagającego kalendarza tenisowego jest inny aspekt – wyniki. W Toronto w ćwierćfinale pozostał jako jedyny przedstawiciel TOP 10 światowego rankingu Ben Shelton. Od początku turniejów Masters w 1990 roku po raz pierwszy zdarzyło się, że w trzeciej rundzie nie było żadnego zawodnika z TOP 6. Po raz pierwszy też wśród ośmiu najlepszych znaleźli się wyłącznie gracze z rocznika 2000 i młodsi.
Te czynniki oczywiście zmieniają tenisowy świat, ale też negatywnie wpływają na wysiłki organizatorów. Inwestują oni duże pieniądze w licencje prestiżowych turniejów i oczekują udziału największych gwiazd aż do ostatnich faz…
"Nowy format Masters zabił jeden z największych turniejów tenisowych na świecie. Gratuluję wszystkim zaangażowanym" - napisał jeszcze przed rozpoczęciem turnieju uznany komentator i jeden z najpopularniejszych tenisowych publicystów José Morgado. Rozwój wydarzeń w kolejnych dniach potwierdził jego słowa. A sezon wcale się jeszcze nie kończy. Do jego zakończenia pozostały ponad trzy miesiące.
