Lublinianki od pierwszych minut imponowały celnością rzutów z dystansu, notując blisko 70-procentową skuteczność. Klaudia Wnorowska trzykrotnie trafiła za trzy punkty, raz Robbi Ryan i przyjezdne utrzymywały kilkupunktowe prowadzenie. Poznanianki z kolei rzucały dużo, ale często niecelnie. Malina Piasecka zanotowała dwa "niedoloty" zza linii 6,75. W ostatniej akcji pierwszej kwarty Brittany Brown po indywidualnej akcji równo z syreną zmniejszyła straty do sześciu punktów.
Miejscowe jeszcze gorzej spisywały się w drugiej kwarcie - pudłowały spod kosza i z dystansu, a pierwsze punkty zdobyły po czterech minutach. Na ich szczęście rywalki nie zdążyły znacząco powiększyć przewagi. Mecz stał się nieco chaotyczny i szarpany, a zawodniczki nie szczędziły sobie złośliwości, które przez sędziów kwalifikowane były jako faule niesportowe. Ciężar gry na swoje barki wzięła Brown, która napędzała akcje swojego zespołu, a po jej celnej "trójce" było już tylko 33:32 dla drużyny gości.
Końcówka należała do koszykarek Lotto AZS UMCS, które dobrze zagrały pod obiema tablicami i nie pozwalały rywalkom na oddawanie tzw. łatwych rzutów. Trener AZS Politechniki Wojciech Szawarski miał też spory kłopot, bowiem dwa filary jego zespołu - Jessika Carter i Hannah Hank - na przerwę schodziły z trzema przewinieniami.
Drugą połowę znów lepiej rozpoczęły Lublinianki, które po kilku akcjach wygrywały 49:38, ale też zaczęły notować sporo niepotrzebnych fauli. Kamila Borkowska straciła piłkę, którą przejęła Hank i została nieprzepisowo zatrzymana przez reprezentantkę Polski. Sędziowie uznali, że był to niesportowy faul. Australijka nie tylko wykorzystała dwa rzuty wolne, ale w kolejnych dwóch akcjach dwukrotnie trafiła za trzy punkty i na tablicy pojawił się remis 53:53.
Szkoleniowiec ekipy z Lublina Karol Kowalewski szybko poprosił o przerwę. Spotkanie momentami miało charakter dosłownej walki, a przed ostatnią kwartą po raz kolejny był remis 61:61.
Końcówka spotkania była niezwykle dramatyczna. Wydawało się, że to lubelskie akademiczki mają już mecz pod kontrolą, gdy Jovana Popović nieco szalonym zza linii 6,75 m dała swojej drużynie prowadzenie 77:76. W kolejnej akcji Serbka ponowiła próbę, ale tym razem piłka zatańczyła na obręczy i nie wpadła do kosza.
Potem rzucały już tylko podopieczne Kowalewskiego. Najpierw Markeisha Gatling trafiła spod kosza, a po rzutach wolnych Ryan na 10 sekund przed końcem było 80:77 dla zespołu gości.
Szawarski poprosił o czas i rozrysował akcję trzypunktową. Tymczasem Brown podała piłkę wprost w ręce Dragany Stanković i tym samym Poznanianki zaprzepaściły szansę na doprowadzenie do piątego spotkania finałowego.
