W miniony weekend wszyscy półfinaliści wygrali swoje ligowe spotkania, ale w najbardziej spektakularnym stylu dokonał tego Bayern. Bawarczycy wyszli na mecz z FSV Mainz w Moguncji w częściowo rezerwowym składzie i do przerwy przegrywali 0:3. Później belgijski trener Vincent Kompany wprowadził na boisko największe gwiazdy, w tym Anglika Harry’ego Kane’a, Francuza Michaela Olise i Jamala Musialę. Każdy z nich uzyskał po jednym golu, a mistrzowie Niemiec zwyciężyli ostatecznie 4:3.
Biorąc pod uwagę formę w ostatnich miesiącach, wydaje się, że to właśnie Bayern jest najpoważniejszym kandydatem do wzniesienia trofeum. Jest już mistrzem kraju, a 23 maja zagra z VfB Stuttgart w finale Pucharu Niemiec. To jedyny z półfinalistów, który ma jeszcze szansę na potrójną koronę w tym sezonie.
Szczególną motywację przeciwko PSG będzie miał Musiala. Niemiec nie chce wracać myślami do poprzedniego meczu tych ekip, w którym brał udział - w lipcowym ćwierćfinale klubowych mistrzostw świata doznał złamania nogi, a rywale zwyciężyli 2:0. Musiala wrócił do gry dopiero w styczniu, więc opuścił też mecz tych drużyn w fazie ligowej LM, wygrany na wyjeździe przez Bayern 2:1.
"Ta celebracja gola, ten uśmiech" - kiedy ofensywny gracz coś takiego pokazuje, to znaczy, że wszystko jest w porządku. Znowu ma tę swobodę" - skomentował Kompany jego ostatni występ.
PSG jest natomiast drużyną dość nieprzewidywalną. W poprzednich miesiącach wywalczyła pięć trofeów, a we wspomnianych klubowych mistrzostwach świata dotarła do finału, przegranego z Chelsea. W bieżącym sezonie nie potrafi jednak szczególnie zdominować nawet krajowych rozgrywek.
Z Pucharu Francji podopieczni Hiszpana Luisa Enrique odpadli po sensacyjnej porażce u siebie z Paris FC w 1/16 finału, a na cztery kolejki przed końcem sezonu ligowego mają sześć punktów przewagi nad Lens - niewiele biorąc pod uwagę, że w ubiegłym roku przewaga nad wicemistrzem wyniosła 19 pkt.
Ponadto, w ośmiu meczach fazy grupowej LM zdobyli tylko 14 punktów i o awans do 1/8 finału musieli walczyć w barażach. W nich z trudem poradzili sobie z AS Monaco (3:2 i 2:2), ale od tego czasu było już tylko lepiej. Później Paryżanie wyeliminowali w imponującym stylu Chelsea (5:2 i 3:0) oraz Liverpool (2:0 i 2:0).
"Wydaje mi się, że jesteśmy na tym samym poziomie co w poprzednim sezonie. Nadal mamy determinację, żeby zdobywać trofea, i walczymy do końca" - powiedział zdobywca Złotej Piłki Ousmane Dembele, cytowany na stronie internetowej UEFA.
PSG może zostać dopiero drugim zespołem w sięgającej sezonu 1992/93 historii Ligi Mistrzów, który obroni trofeum. Dotychczas udało się to jedynie Realowi Madryt (w 2017 i 2018 roku).
"Jesteśmy gotowi na mecze z najlepszym zespołem w Europie, ale to my jesteśmy 'mistrzami' (triumfatorami Ligi Mistrzów - red.) i chcemy, żeby tak zostało" - zadeklarował Luis Enrique.
O ile starcie Bayernu z PSG można nazwać „przedwczesnym finałem”, to drugi półfinał ma już bardziej oczywistego faworyta. Arsenal przez większość sezonu imponował, szczególnie defensywą oraz rozwiązaniami przy stałych fragmentach gry. Wciąż prowadzi w tabeli angielskiej ekstraklasy, choć jego przewaga nad Manchesterem City nie jest już w żadnym razie bezpieczna.
Natomiast awans Atletico do tej fazy można uznać za niespodziankę. Piłkarze trenera Diego Simeone nie zachwycają zwłaszcza w minionych tygodniach - z dziewięciu ostatnich meczów o stawkę wygrali tylko dwa. Za to jedno z tych zwycięstw pozwoliło im wyeliminować w ćwierćfinale LM Barcelonę. mimo porażki w rewanżu 1:2.
"Do półfinałów przystępujemy z pełnym entuzjazmem i ogromną wiarą. Znamy nasze siły i nasze słabości. Mamy dużo pewności siebie, jesteśmy gotowi i walczymy o coś, na czym zależy nam od wielu lat" - przyznał argentyński szkoleniowiec.
Te zespoły także grały już ze sobą w fazie ligowej bieżącego sezonu - w październiku Arsenal pewnie wygrał w Londynie 4:0.
W kadrach półfinalistów tym razem nie ma ani jednego polskiego piłkarza. W ubiegłym roku na tym etapie było ich pięciu.
