Na niespełna miesiąc przed startem mistrzostw świata w Ameryce Północnej kapitan Argentyny Messi prezentuje znakomitą formę.
W tym sezonie MLS ma już 11 goli w 12 meczach, a ostatnie zwycięstwo Interu pozwoliło mu awansować na drugie miejsce w Konferencji Wschodniej z dorobkiem 25 punktów.
Messi otworzył wynik w 24. minucie, wykorzystując przypadkowe odbicie po nieudanym wybiciu Matta Miazgi.
Do przerwy było 1:1 po tym, jak Kevin Denkey wykorzystał rzut karny w 41. minucie, a tuż po zmianie stron Pavel Bucha trafił z bliska i gospodarze objęli prowadzenie 2:1.
W 55. minucie Messi ponownie wpisał się na listę strzelców, kończąc składną akcję Miami precyzyjnym strzałem lewą nogą po dośrodkowaniu Rodrigo De Paula.
Brazylijski rozgrywający Cincinnati Evander ponownie wyprowadził gospodarzy na prowadzenie, popisując się mocnym uderzeniem zza pola karnego w 64. minucie – to już jego siódmy gol w sześciu ostatnich meczach.
Messi asystował przy bramce młodego rodaka Mateo Silvettiego w 79. minucie, a reprezentant Meksyku German Berterame podwyższył na 4:3.
W 89. minucie Messi wymusił ostatnie trafienie w tym meczu.
38-letni Argentyńczyk rzucił się do dośrodkowania Silvettiego i uderzył piłkę prawą nogą, ta odbiła się od słupka i wpadła do bramki po rykoszecie od bramkarza Romana Celentano, co zostało zapisane jako gol samobójczy.
Trener Miami Guillermo Hoyos nie szczędził pochwał swoim zawodnikom.
"To, co dziś zrobili, było znakomite – przeciwko wymagającemu rywalowi i na trudnym boisku" - powiedział. "Tutaj naprawdę ciężko się gra. Widać, że nie przyjechali do MLS na wycieczkę. Przyjechali tu grać, dawać z siebie wszystko i pokazać światu, że tutaj też gra się w piłkę".
Dodał jeszcze: "Wyjeżdżamy stąd bardzo szczęśliwi. Udało nam się zagrać w piłkę na bardzo wysokim poziomie".
