Kto spóźnił się na początek spotkania w Żylinie, naprawdę wiele stracił. Już w piątej minucie było 1:1, pięć minut później Michalovce prowadziły 2:1, a w połowie pierwszej połowy na tablicy widniał remis 2:2.
"Po meczu rozmawiałem z kolegą z Żiliny, że mecz się zaczął, nagle po dwa gole z obu stron, a my nic, ani ja, ani on nie mieliśmy żadnej interwencji" - powiedział bramkarz Adam Jakubech.
Bramkarz gości tylko smutno westchnął, komentując wynik: "Taki jest futbol, dwa razy prowadziliśmy, a i tak nie wygraliśmy. Szkoda, chcieliśmy dziś w Żylinie przerwać złą serię wyników".

Za to w szatni gospodarzy panowała świetna atmosfera i euforia. Cztery dni po zdobyciu pucharu pod Dubnem wciąż czuć było radość, co potwierdził także strzelec pierwszego gola dla gospodarzy Fabian Bzdyl.
Osiemnastoletni Polak jest przez ekspertów uznawany za jeden z największych talentów obecnej drużyny Żiliny i potwierdził to swoją akcją. Jego rajd przez trzech rywali przypominał grę komputerową. Dodatkowo tym golem otworzył swoje konto bramkowe w Nike lidze.
"To był naprawdę trudny, ale przez to jeszcze piękniejszy dzień" - uśmiechnął się na początku rozmowy i dodał: "Najpierw rano zdawałem maturę w rodzinnym Krakowie, a potem szybko wróciłem do Żyliny, żeby zdążyć na mecz. Wszystko się udało znakomicie".
Pierwsze trafienie Bzdyla w najwyższej słowackiej lidze padło po tym, jak ośmieszył obrońców rywali. "To moja ulubiona część gry, lubię pojedynki jeden na jednego, tym razem się udało i jestem bardzo szczęśliwy. W piątek wygraliśmy puchar, teraz pokonaliśmy Michalovce" - nie krył radości.
Ostatecznie o wyniku przesądził Frantisek Kosa, który jako joker wrócił na boisko po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją. Jego gol przypomniał akcję z młodzieżowej Ligi Mistrzów, gdy w podobny sposób rozstrzygnął mecz z Liverpoolem.

"Cieszę się, że po kontuzji wróciłem do gry, choć już w weekend zagrałem w rezerwach, ale druga liga to jednak inna rywalizacja" - odetchnął 20-letni napastnik, który przy bramce potwierdził swoją szybkość i świetną technikę.
"Przede wszystkim muszę podziękować Xaviemu Adangowi, który wymyślił piękne podanie. Trener posłał mnie na boisko z zadaniem zdobycia gola i obiecałem mu to, więc mogę powiedzieć, że dotrzymałem słowa" - powiedział Kosa.
"Wiemy, o co gramy, chcielibyśmy zakończyć sezon na podium. W Trnawie czeka nas trudny mecz, ale chcemy go wygrać" - mówił trener Pavol Stano, były trener m.in. Wisły Płock, odnosząc się do sytuacji w tabeli.
