Kaliszanie liczyli, że atut własnej hali i ominięcie w półfinale Industrii Kielce lub Orlenu Wisły Płock pozwolą im na historyczny awans do finału Pucharu Polski. Tak się jednak nie stało, bowiem po dość dramatycznej końcówce zwyciężyło Wybrzeże, które w finale zagra pierwszy raz po 48-letniej przerwie.
W fazie zasadniczej ekstraklasy oba zespoły w bezpośrednich spotkaniach wyszły na remis, ale wygrywały w halach rywali. Po pierwszej wyrównanej połowie, drugie 30 minut lepiej zaczęli Gdańszczanie, którzy w 40. minucie objęli czterobramkowe prowadzenie (23:19).
Potem obie ekipy miały olbrzymi kłopot ze skutecznością i przez siedem minut nie padła żadna bramka. Taki stan rzeczy działał jednak na korzyści Wybrzeża.
W samej końcówce Gdańszczanie coraz częściej byli odsyłani na ławkę kar, co skrzętnie wykorzystywali rywale. Na minutę przed końcem grający w podwójnej przewadze Kaliszanie zmniejszyli straty do jednego gola - Jakub Moryń pewnie wykorzystał rzut karny i było 29:30.
Wydawało się, że gospodarze turnieju finałowego będą w stanie doprowadzić do remisu, ale Mikołaj Czaplicki rzucił z drugiej linii w samo okienko bramki rywala. Netland miał już za mało czasu, by skutecznie odpowiedzieć.
Niedzielne spotkanie Wybrzeża z Orlenem Wisłą Płock rozpocznie się o godz. 15.
Kalisz po raz trzeci z rzędu jest organizatorem Final Four Pucharu Polski. Przez trzy następne sezony gospodarzem jednego meczu finałowego będzie Gdańsk.
