Iga Świątek (5. WTA) do Cincinnati dotarła wprost z Toronto, gdzie sięgnęła po pierwszy tytuł w sezonie. Cenne przełamanie, seria zwycięstw, a do tego rywalka, z którą w dwóch dotychczasowych meczach nie straciła seta. Mecz z Emilianą Arango (95. WTA) wydawał się na papierze dobrze dobrany na wejście w turniej, tyle że papier i rzeczywistość to często odmienne światy.
Sprawdź szczegóły meczu Świątek – Arango
Słabszy moment nie wybił jej z uderzenia
W wyjątkowo parną niedzielę Polka rozpoczęła od pewnie wygranego gema, jednak przy stanie 1:1 rywalka z Medellin postanowiła wywrzeć presję na Idze. Ze stanu 40:0 Raszynianka nieoczekiwanie znalazła się w równowadze 40:40 i zaczęło się nerwowe przeciąganie liny. Gdy wyrzuciła piłkę po głębokim returnie Arango, straciła gema jako pierwsza.
Po trudnym momencie ważna była reakcja Polki, a ta mogła cieszyć. Czujna przy returnie zaczęła odrabiać straty bez przesadnego pośpiechu. Gdy returnem udanie „nabiła” rywalkę w kluczowym punkcie, odrobiła stratę (2:2) i mogła iść naprzód. Co prawda przytrafił się jeszcze błąd podwójny w piątym gemie, ale nie wybił Świątek z uderzenia.
W szóstym gemie kontrowała agresywnie mimo prowadzenia rywalki 40:15 i opłaciło się. Wydarła break pointa, a mocnym kątowym forhendem nie pozwoliła się obronić. Było już 4:2 i Kolumbijka musiała ryzykować w poszukiwaniu szansy na odrobienie strat. Wywalczyła nawet dwie, testując nerwy Polki. Zdała ten test śpiewająco – od początku do końca poprowadziła na swoich warunkach cztery kolejne punkty, by wkrótce zgarnąć seta gemem, w którym Emiliana chyba nawet nie dotknęła piłki.
Bajgiel kosztem rozbitej rywalki
Po długiej rozmowie z trenerem Latynoska chciała agresywnie rozpocząć drugiego seta. Po pierwszych punktach nadziała się jednak na coraz lepsze odczytywanie gry przez Igę.
Polka świetnie dostrzegała strefy, których rywalka nie pokryje i po trafieniu w narożnik kortu wydarła przełamanie, szybko obronione. Gdy z ust Świątek wybrzmiało głośne „jazda”, jej rywalka zaczęła głośno komentować sytuację i mnożyć błędy.
W trzecim gemie podwójnym oddała gema na 0:3, nie zagroziła Polce w czwartym, a w piątym widać było, że jest kompletnie pogodzona z nieuchronnym końcem: po lobie Polki spróbowała przebić tyłem między nogami, ale „tweener” poleciał za daleko i ułatwił dojście do 5:0. W szóstym gemie Świątek wszystkie cztery punkty zdobyła serwisem, zamykając spotkanie w godzinę i 13 minut.
Biorąc pod uwagę bardzo krótki czas na przylot z Toronto, zmianę warunków pogodowych i charakterystyki nawierzchni, trudno nie być zadowolonym z takiego otwarcia Polki. W trzeciej rundzie czeka na nią znacznie bardziej doświadczona Maria Sakkari (32. WTA), która czterokrotnie pokonywała Igę w dziewięciu dotychczasowych spotkaniach.

